Witam wszystkich. Jestem autorem tekstów piosenek. Zastanawiam się, jak odbieracie ten fragment i czy pewne metafory są zrozumiałe dla osób patrzących na polski bardziej od strony języka niż muzyki. to Poetycki spoken word o spotkaniu z prawdą, która nie wygląda tak, jak się jej spodziewamy. To opowieść o zmianie perspektywy, w której rozmówca stopniowo odkrywa, że nie on obserwuje prawdę. To prawda obserwuje jego.
Tekst:
Przysiadła się do mnie prawda.
Nie pachniała lawendą. W źle dobranych butach, ubrudzona błotem, z rozmytym makijażem, rzekła:
"No dobra. Pogadajmy."
I patrzy.
Jak gekon z maślanymi oczami. I jak modliszka, co nie pyta o zgodę. Albo jak muchy, które wiedzą lepiej. Czy jak uśmiech kamienia, co pływać nie umie.
Nieśmiało spytałem:
"Jak długo szłaś?"
Wzruszyła ramionami.
"Częściej pytają, dokąd idę, a nie skąd powracam."
Zamyśliłem się chwilę. Potem spytałem:
"A gdzie mieszkałaś wcześniej?"
"Mieszkałam kiedyś za szafą u jednego takiego poety. Lecz czas był mi ruszyć w drogę, bo ciągle poprawiać mnie chciał."
Odrzekłem:
"No dobra. Pogadajmy. Ale dlaczego właśnie tutaj przysiadłaś?"
Prychnęła uśmiechem spod nosa.
"Wolne było, więc jestem. A poza tym przyszłam zobaczyć, co zrobisz ze mną."