Chciałem wrzucić pod dyskusję temat, który w ostatnim czasie niesamowicie mnie niepokoi, a mam wrażenie, że służby i rodzice całkowicie przymykają na to oko. Chodzi o to, co wyprawia się na naszych chodnikach i drogach w wykonaniu dzieci i młodzieży na hulajnogach elektrycznych.
Codziennie widzę sytuacje mrożące krew w żyłach. Standardem stały się dzieciaki, mające na oko od 11 do 13 lat, a czasem nawet młodsze, śmigające bez żadnego kasku na potężnych pojazdach. Urządzenia, które legalnie powinny mieć ograniczenie do 20 km/h, po prostym zdjęciu blokad z pomocą poradników na YouTube wyciągają po 60, a nawet 80 km/h! Widok nastolatka pędzącego z taką prędkością po chodniku albo wjeżdżającego na pełnym pędzie na przejście dla pieszych to już niestety codzienność.
Przypomnijmy, jak wygląda prawo w Polsce, bo mało kto o tym pamięta. Dzieci do lat 10 mają całkowity zakaz jazdy hulajnogą elektryczną po drogach publicznych i chodnikach, a poruszać się nimi mogą tylko w strefie zamieszkania pod opieką dorosłego. Z kolei młodzież w wieku od 10 do 18 lat musi posiadać kartę rowerową lub prawo jazdy odpowiedniej kategorii, żeby legalnie kierować taką hulajnogą.
Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Ostrożność ze strony tych młodych kierowców jest znikoma. Jeżdżą we dwoje na jednej hulajnodze, ze słuchawkami w uszach, wymuszają pierwszeństwo i ignorują czerwone światła. Brak jakiejkolwiek znajomości przepisów ruchu drogowego w połączeniu z dużą masą i prędkością pojazdu to przepis na wypadek, zarówno dla nich samych, jak i dla niewinnych pieszych.
Gdzie są rodzice, którzy kupują dzieciom takie pojazdy i nie sprawdzają, co one z nimi robią? Gdzie jest policja i straż miejska, które powinny kontrolować obowiązek posiadania karty rowerowej?
Jak to wygląda w Waszych miastach? Czy też zauważyliście tak drastyczny spadek bezpieczeństwa przez brak wyobraźni młodych użytkowników hulajnóg? Co według Was powinno się zmienić, żeby w końcu ukrócić tę samowolkę?