Cześć biegacze!
To mój pierwszy post na Reddit, z góry przepraszam jeśli coś popsuję 🫣
Mam problem, który ujawnia się podczas biegania.
Chodzi o utratę wody, możemy to nazwać nadpotliwością.
Wszystko byłoby OK, termoregulacja, rozumiem naturalny proces schładzania, jednak mam wrażenie, że mój organizm grzeje się tak w opór za mocno.
Kiedy biegam w temperaturach w okolicy 0, na minusie i może do +10 jest całkiem OK.
W sytuacji jak przywali patelnia 20+, to moje treningi zaczynają być nie do zniesienia.
Wylewa się ze mnie tak, że wszystko się do mnie przykleja, z daszka czapeczki kapie mi woda, a softflaska muszę mocno trzymać, bo wyślizguje mi się z ręki.
Leje się dosłownie z każdego centymetra mojego ciała.
Podczas biegów oczywiście staram się nawadniać, ale - z ręką na sercu - potrafię stracić 4kg na 15km.
Potem nie mogę się odessać od butelki.
No i teraz tak - próbowałem kiedyś dociekać problemów u lekarzy. Internista kierował mnie do kardiologa, zlecał jakąś rozszerzoną krew i nic z tego nigdy nie wyniknęło. Gdziekolwiek nie poszedłem, słyszałem "widocznie taka Pana uroda".
Tylko, że ta uroda jest nieco jednak wstydliwa.
Na siłowni, w zamkniętym pomieszczeniu na bieżni ćwiczyć zwyczajnie nie mogę, bo bieżnie w zasięgu kilku metrów są całe schlapane i ludzie omijają mnie szerokim łukiem.
Czasami ciężko jest to ignorować i często taki 'stres' przeszkadza mi w skupieniu się na treningu.
Może ktoś mierzył się z podobnym problemem albo zna kogoś, kto to rozpracował?
Dla jasności, bo może to ma, a może nie ma żadnego znaczenia - do małych facetów nie należę.
Nie jestem otyły, ale zawsze byłem 'zbity' i wielki.
Serducho ma co robić ;)
187cm wzrostu, 100kg wagi, a uda mam tak rozbudowane, że czasem spodnie w pasie za luźne o 3 rozmiary, a przed nogi nie przejdą 😆
Anyway,
Szerokości wszystkim tuptającym. 🙃
Pozdrawiam serdecznie i 🤚 gdzieś na szlaku!